Szczypta Kioto, czyli dwa futony i dwie świątynie

Przed tatami buty zdejm – Kąpiel po japońsku – Buddyzm i shinto – Brama sukcesu

Wreszcie Kioto…jak można wogóle zwiedzić to miasto? Robić zdjęcia wszystkim budynkom, zajrzeć w każdą uliczkę? Kioto było stolicą Japonii przez ponad 1000 lat. Ilość świątyń, ważnych historycznie lub pięknych miejsc jest tak wielka, że doprawdy trudno to wszystko objąć umysłem i zdecydować się na tylko jedną wycieczkę.

wp_20161116_16_24_51_pro
Takie zdjęcia można by cykać i cykać po całym Kyoto, aż do rąk omdlenia.

Trzeba też było zrobić trochę przerwy na wszystkie rzeczy, które musimy zazwyczaj załatwić w internecie. Samo stworzenie wpisu na blog i wstawienie galerii zdjęć to robota na kilka godzin. Na szczęście mieliśmy wspaniałe miejsce do tego celu. Ze względu na brak hosta z couchserfingu pierwsze dwie noce musieliśmy spędzić w hostelu. Z jednej strony – spory wydatek. Z drugiej…no czasem trzeba. Mieliśmy zatem do dyspozycji pokój tatami – taki, w którym podłoga jest wyłożona tradycyjną matą ze słomy ryżowej, czyli właśnie tatami. W dawnej Japonii, a często również współcześnie wielkość pomieszczenia podaje się nie w metrach kwadratowych, a w ilości tatami, które się w nim zmieszczą. Mata ma bowiem uregulowane, standardowe wymiary, czyli 90/180 cm. Tzn. przynajmnej tak być powinno, bo te z Tokio są nieco węższe. Jak zwykle jakieś komplikacje. Tak czy siak mata obszyta jest materiałem i wygląda bardzo elegancko.

wp_20161114_21_10_58_pro
Nie był to właściwie hostel a dom gościnny. Do dzisiaj wspominamy jak nam tam było wygodnie i, że fajnie było by mieć te miliony dolarów z powrotem 😉

Oczywiście w każdym japońskim domu trzeba przed wejściem zdjąć buty, ale na tatami jest to już nie tyle grzeczność, co konieczność. Ubrudzona słoma ryżowa nadaje się właściwie tylko do wyrzucenia. Trzeba więc o nią bardzo dbać. Maty tatami mają bardzo przyjemny zapach i posiadają walor dekoracyjny. Idealnie układa się na nich futon, czyli materac do spania. Osobiście preferuję spanie na materacu i lubię jak jest on nieco twardszy, więc tatami plus futon to dla mnie idealne łóżko. Dla Marka z resztą też. Spało się zatem wspaniale. Mieliśmy również do dyspozycji łazienkę z japońską wanną. W ogóle kąpiel w Japonii to poważna sprawa i warto znać etykietę, żeby w gorących źródłach, czy rozsianych po miastach publicznych łaźniach nie strzelić gafy. Po pierwsze nie włazi się od razu do wanny. Taplanie się we własnym "brudzie", jak to zazwyczaj robi się u nas jest dla przeciętnego Japończyka pomysłem odrażającym. Należy przed kąpielą wziąć prysznic, porządnie się namydlić, spłukać paskudny stary naskórek i dopiero wtedy można zanurzyć się w kąpieli. Właśnie do takich ablucji mieliśmy łazienkę. Prysznic osobno, obok wanna, głęboka, można w niej usiąść i zanurzyć sie po szyję. Czysta rozkosz. Z różnych względów gorące źródła i publiczne łaźnie nie wchodziły w grę, ale udało się nam choć odrobinę skorzystać na sławetnej japońskiej manii kompania się i mycia. 

Wypoczęci i wykąpani mogliśmy zatem ruszyć na podbój miasta. Kilka dni, a tyle do zobaczenia. Postanowiliśmy po pierwsze uderzyć do dwóch świątyń: To-ji i Fushimi Inari. Są to chyba jedne z najbardziej znanych świątyń Japonii, niezaprzeczalne symbole Kioto, więc daliśmy im pierszeństwo.

wp_20161116_12_00_29_pro
Pagoda w świątyni To-ji. A jesień dalej swoje. W Kyoto piękniejsza niż gdziekolwiek indziej.

To-ji to świątynia buddyjska, której początki sięgają VII wieku. Kompleks budynków położony jest w pięknym parku. Mieliśmy akurat szczęście i trafiliśmy na niesamowite jesienne kolory liści, co dodawało miejcu jeszcze więcej czaru. Jak się dowiedziliśmy, jeden z drewnianych pawilonów świątyni został zbudowany w stylu zwanym azekura – drewno łączy się bez pomocy gwoździ. Robi wrażenie. Niedaleko wejścia spostrzegliśmy posąg mnicha, identyczny jak przy świątyni w Osace. Po dokładnym sprawdzeniu i wypytaniu lepiej poinformowanych okazało się, że to niejaki Kukai – mnich, który w IX wieku rozprzestrzeniał w Japonii buddyzm. Był człowiekiem niezwykle wszechstronnym, miał zasługi w dziedzinie kaligrafii, lingwistyki, rzeźby, architektury, a nawet inżynierii. Nic zatem dziwnego, że jego pomnik stoi w wielu miejscach i przy wielu świątyniach.

wp_20161116_11_59_04_pro
Kukai w pełnej okazałości. Wędrowny mnich, misjonarz, eseista 😉

Fushimi Inari to z kolei świątynia shinto – tradycyjnej religii japońskiej. Można by o niej wiele opowiadać, ale że specjalistą nie jestem, więc tylko w skrócie. Shinto to religia politeistyczna, oparta na mitologii japońskiej, wielce różnorodna w swych przejawach i to zarówno jeśli chodzi o świątynie, jak i indywidualne wyznawanie, czy praktykowanie. Nie ma tu też jakiegoś kanonu, organizacji, czy świętej księgi. Świątynie i kapliczki poświęcane są konkretnym bogom, bóstwom, czy przodkom, którzy mogą załatwić pewne sprawy dla śmiertelników.

wp_20161116_13_48_23_pro
Takie oto bramy stawiają biznesmeni, małe firmy, wielkie korporacje. Nie tylko japońskie zresztą.

Fushimi Inari jest poświęcona bogini Inari, patronce biznesu, płodności, przemysłu, rolnictwa, pomyślności…no w każdym razie tego wszystkiego, co to byśmy chcieli, żeby tego było raczej dużo i raczej żeby nam sie pojawiało bez większych problemów, i żeby problemów nie przysparzało. Świątynia jest bardzo znana i łatwo rozpoznawalna ze względu na rozliczne pomarańczowe bramy – torii. Wykorzystano je między innymi w filmie "Wyznania Gejszy". Otóż, jeśli się chce, żeby bogini Inari była przychylna, to idzie się do świątyni, płaci odpowiednią cenę (w zależności od tego jak wiele przychylności bogini Inari nam trzeba) i ma się wtedy bramę z wypisaną na niej nazwą firmy. Wielkość bramy również zależy od darowizny na świątynię. Torii stoją jedna z drugą wzdłóż rozlicznych ścieżek prowadzących do kolejnych zabudowań świątyni.

wp_20161116_13_35_29_pro
Polsko-kanadyjska, improwizowana grupa uderzeniowia. Trochę jak w Normandii 44'.

Do Fushimi Inari wybraliśmy się w towarzystwie niejakiego Wyatta, Kandyjczyka, którego spotkaliśmy tak po prostu na ulicy. Gajdzini muszą trzymać się razem ;). W każdym razie wesoło nam z nim było, razem oglądaliśmy piękną świątynię i rozliczne pomniki pomocników bogini Inari – lisów.

wp_20161116_13_39_05_pro
Lisy pilnują biznesu. Doprawdy nie wiem czy to najlepiej nadające się do tego zwierzęta, ale w Japonii mają chyba inną sławę.

Przed świątynią stoją stragany ze wszelkim dobrem, więc i jedzenie, i pamiątki można tu kupić bez problemu. W końcu Inari to bogini biznesu, więc na pewno dobrze się wiedzie kupcom u jej progów. Zwłaszcza, że ruch duży. Mnóstwo turystów, ale także pielgrzymów, często ubranych tradycyjnie na okazję odwiedzenia przybytku. My w każdym razie pożegnaliśmy się z Wayattem i ruszyliśmy w stronę Gion, dzielnicy miasta, w której niegdyś królowały gejsze. Ale o tym już nastepnym razem. 

Ania

2 myśli nt. „Szczypta Kioto, czyli dwa futony i dwie świątynie”

Możliwość komentowania jest wyłączona.