Floret, Francuzka i frykasy, czyli jak przez 3 dni nie zwiedzaliśmy Tokio

Tokijski puchar – Rosół uliczny – Zimno złe czy zimno dobre? – Zupa rybna i zmęczenie​

Trzy dni w hali sportowej. Taki był zasadniczy plan pierwszego "zwiedzania" Tokio. Dlaczego zrobiliśmy sobie taką pozorną krzywdę? A no dlatego, że po pierwsze w Tokio akurat rozgrywany był turniej z serii pucharu świata seniorów we florecie , więc Marek, jako florecista i fan szermierki miał zdecydowany prawo, a nawet obowiązek wziąć udział w tym wydarzeniu. No i do tego bardzo chciał. Po drugie w zawodach startowała reperezentacja Polski, więc trzeba nam było spełnić obowiązki patriotyczne i wiernie kibicować. Po trzecie spotkanie znajomych polskich twarzy po trzech miesiącach podróży to fajna sprawa. Zwłaszcza jak ci przywiozą z domu zapas magnesów na lodówkę z napisem "Warszawa", które następnie można rozdawać w ramach podziękowania za wsparcie wszelkiego rodzaju. Te zabrane z Polski skończyły się już jakiś czas temu, a tu jeszcze kawał drogi przed nami.

wp_20161113_10_36_44_pro
Ania delektuje się pięknem szermierki, delektując się pysznym nigiri z tuńczykiem. Delektecepcja!

W Tokio naszą gospodynią została wielce czarująca i kochana Francuzka Emma. Czuliśmy się u niej jak w domu. Mieszkanko, jak większość mieszkanek w Tokio było małe i obejmowało jeden pokój. Prywatności może niewiele, ale towarzystwo bardzo miłe. Czas dla Emmy mieliśmy jedynie wieczorami, ale i ona, zajęta studiami na uniwersytecie głównie wtedy miała czas. Posiedzieliśmy więc przy piwku i obgadaliśmy wszystko, co można było obgadać, zaczynając od muzyki i filmów, a na teorii ewolucji i tęsknocie za winem oraz serem kończąc. Jednego wieczora poznaliśmy też bardzo sympatyczną koleżankę Emmy – Stefanię, która pracuje w Toki jako niania. Niestety rodzina z którą współpracę podjęła nie specjalnie przypadła jej do gustu. Wybraliśmy się więc na pyszne kluski, które Emma zaproponowała, a które zdecydowanie podniosły Stefanię na duchu. Nas również – pyszota. 

wp_20161112_21_41_16_pro
Kluski tanie i pożywne. Nic, że trzeba jeść na stojąco. Po lewej ze świnią, po prawej ze świnią w curry.

Jedzenie właściwie odbywało się na ulicy. Dość popularne w Japonii są niewielkie bary szybkiej obsługi, gdzie możesz zamówić zupę z kluskami i różnymi dodatkami. Stanie z gorącą miską w ręku, w wąskiej uliczce i wsuwanie żarcia pałeczkami jest dość trudne, ale nie daliśmy się tym przeciwnościom. Zwłaszcza, że posiłek był tani, zdrowy i rozgrzewający, a jesienny wieczór nie należał do najcieplejszych. 

wp_20161112_21_38_21_pro
Stephanie, Emma i Anna. Zadowolone, bo wiedzą, że już niedługo zjedzą 🙂

Kiedyś w jednej z książek o Japonii, przeczytałam, że Japończycy preferują zimno. Podono ziębiony od maleńkości człowiek jest zdrowszy, dzielniejszy i ogólnie mniej marudny. Bardzo to możliwe, w końcu wiadomo, że zimno konserwuje i może to właśnie jeden z powodów długiej średniej życia Japończyków. Oseski z odkrytymi główkami i gołymi nóżkami, dzieci idące do szkoły w szortach i skarpetkach do kolanka, a tu temperatura 10 stopni zaledwie. Brak jest też wszędzie centralnego ogrzewania. Lekka konstrukacja większości domów może i jest bezpieczniejsza w czasie trzęsień ziemi, ale na pewno ciepła nie trzyma. Więc się tu ludzie trzęsą nie tylko razem z ziemią, ale i z zimna. Z tego ostatniego są chyba zadowoleni wszyscy oprócz "gajdzinów" (japoński wyraz określający obcokrajowca w Japonii). Emma przed spaniem nagrzewała pokój za pomocą klimatyzacji i był to jedyny luksus na jaki mogła sobie pozwolić, bo inaczej zapłaciła by za prąd jak za zboże. 

wp_20161113_15_40_23_pro
Tokijski fencing squad w komplecie. W środku Katsura, która trenowała niegdyś w Warszawie. 

Sala szermiercza też do ciepłych nie należała. Kiedy rano dotarliśmy do centrum olimpijskiego, radośnie powitaliśmy drużynę polską, czyli Leszka, dwóch Michałów, Piotrka, Kubę, Andrzeja i Ludwika oraz trenera naszej reprezentacji, fechmistrza Piotra Majewskiego, odrazu spostrzegliśmy, że i tu o ogrzewaniu możemy tylko pomarzyć. Wszyscy siedzą w bluzach, kapturach, zakutani w szaliki…jak tu się przebrać w strój szermierczy? Chłopaki  dali radę. W turnieju indywidualnym nasi spisali się całkiem dobrze, ale w drużynówce na pewno liczyli na więcej. Nic to, może następnym razem. Za to drużyna japońska zaskoczyła wysokim, czwartym miejscem i wygraną z reprezentacją Francji, która, jak mnie poinformowano, jest bardzo dobra. Gratulacje dla gospodarzy…chociaż moim zdaniem to oni fory mieli, bo im to zimno w sali najmniej przeszkadzało ;).

wp_20161113_11_01_48_pro
Leszek, Andrzej, Michał i Piotrek tuż przed rozpoczęciem meczu z Ukrainą. 

Ostatniego wieczora w Tokio porzegnaliśmy reprezentację Polski, a także przenieśliśmy się od Emmy do innego hosta z couchsurfingu, o imieniu Yonnie. Nasza kochana gospodyni nie mogła nas dłużej gościć. Na szczęście Yonnie, sympatyczny Japończyk, nie tylko udostępnił nam wąski kawałek podłogi swojego nieprawdopodobnie małego mieszkania. Zaopatrzył nas także na noc w wygodny futon, nakarmił pyszną zupą z małżami, rybami i warzywami oraz wręczył w prezencie pyszne migdałowe ciasteczka. Ma ewidentną słabość do Polaków, bo nasz kraj odwiedził, zwiedził, a obecnie ma nawet całą playlistę z polskimi przebojami.

wp_20161114_09_27_11_pro
Mieszkanie może małe, ale na selfie zawsze miejsce się znajdzie. Ania, Yonnie i ja.

Następnego dnia mieliśmy udać się bardzo wcześnie na parking przy autostradzie, by dojechać do Kioto o jakiejś rozsądnej godzinie. Znów 500 km przed nami. Plan – pobudka o 5.30…O 7.30 obudziliśmy się z przeświadczeniem, że kurczaki, za późno. Nie dało się jednak innaczej. Mój organizm poprostu odmówił współpracy. Pierwszy raz w życiu naprawdę nie byłam w stanie się podnieść. Można mnie było szczypać, skubać, pacać, nawet dźgać kijem, a i tak bym nie wstała. Cóż było robić? Pogodzeni z losem ruszyliśmy łapać stopa do Kioto z nadzieją, że uda nam się odtrzeć do hostelu na czas, by się zamledować. Czy nam się udało, dowiecie się już wkrótce.

wp_20161113_20_37_04_pro
Zupa była absolutnie przepyszna, bardzo pożywna i jeszcze zdrowsza 😉

Ania