Makao i po makale, czyli jak nie przegrać pieniędzy w stolicy hazardu

Chingalia? – Grać lub zwiedzać – Rodzinka.mc – Pyszna mieszanka

W stolicy hazardu, Makao (lub Makau) zamieszkaliśmy na dwa dni z Andre i jego rodziną – żoną i dwiema małymi córeczkami. Andre był wspaniałym gospodarzem i pomimo obowiązków zawodowych oraz rodzinnych znalazł jeszcze czas, żeby zabrać nas na wieczorny spacer po mieście. Trzeba przynać, że Makao zarówno mnie, jak i Marka poprostu oczarowało. Może to trochę kwestia tego, że jesteśmy poza domem już dwa i pół miesiąca, i wszystko co trochę bardziej znajome wydaje się bardzo bliskie sercu. A może należy przynać, że Makao jest w swojej dziwnej mieszaninie chińsko-portugalskiej i, co tu kryć, międzynarodowo-hazardowej kultury po prostu piękne, egzotyczne i fascynujące. 

wechatimage636131718768371821
Wesoła gromadka po pysznej kolacji. Zaraz położymy dzieci spać i ruszymy na miasto.

wp_20161024_20_32_16_pro
Chyba najbardziej fasadowa atrakcja turystyczna Makao. Hyhyhy…Fasadowa…

Makao to oficjalnie rzecz ujmując Specjalny Region Administracyjny Makau – jeden z dwóch specjalnch regionów Chińskiej Republiki Ludowej. Oznaczo to, że Makao to takie Chiny-nie Chiny, bo ma osobną administrację, rząd, politykę gospodarczą, walutę, politykę celną, policję, wyznacza też własnych delegatów na międzynarodowe wydarzenia. Za politykę zagraniczną i obronę tego terenu odpowiadają jednak Chiny. Do 1999 roku Mako należało do Portugalii, a do 2049, czyli przez 50 lat na mocy wynegocjowanego traktatu ma być tym czym jest – kawałkiem Chin – nie Chin o dużej dozie autonomii. Nie obejmuje go np nasz "ulubiony" Wielki Firewall Chiński – internet jest dostępny prawie na każdym kroku, a strony takie jak Google nie są blokowane. 

wp_20161024_20_35_38_pro
Buddyjska świątynia w wersji mini, a tuż obok stary mur niegdyś oddzielający portugalską część miasta od chińskiej.

W starej części Makao czułam się jak w starym, europejskim mieście – niewysokie budynki, kościoły, parki i mnóstwo turystów i tylko tych z Chin jakby więcej ;). Miasto warto zwiedzać wieczorem, kiedy już wszyscy inni pójdą przegrywać pieniądze w kasynach. Wieczorny spacer z Andre do ruin Katedry św. Pawła, stojącej za nimi świątyni buddyjskiej, poprzez piękne uliczki z kolonialnym zabudowaniem był naprawdę wspaniałym przeżyciem. Nie bez powodu starówka Mako wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

wp_20161024_21_29_40_rich
Wśród miejscowych panuje lekka nostalgia za czasami portugalskimi i chętnie eksponują kolonialne pozostałości.

Druga twarz Makao to olbrzymie kasyna, wieże, podświetlone mosty i wielkomiejskość. Przed kasynami w rytm muzyki wystrzeliwują strumienie wody z fontann, wnętrza i fasady opływają "złotem", olbrzymie cielska hoteli błyszczą neonami. Za wielkie sumy można tu…no prawdopodobnie można wszystko co się tylko zechce. Ale jest też wersja dla uboższych – busik spod stacji pociągów zabierze Cię za darmochę prosto do kasyna, gdzie będziesz mógł przegrać swoje, w pocie czoła zarobione, pieniądze. Opcja dla optymistów – wygrać mnóstwo kasy i żyć jak król. Może i kasyno zawsze wygrywa, ale z drugiej strony, żeby wygrać trzeba kupić los i do odważnych świat należy. A może jednak lepiej nie grać w karty i mieć szczęście w miłości…przysłowia sprzeczne są, więc do kasyna na wszelki wypadek się nie wybraliśmy. Zwłaszcza, że w Makao byliśmy krótko i szkoda nam było nawet nie tyle pieniędzy, co czasu. No dobra, pieniędzy też ;).

wp_20161025_12_30_06_pro
Kasyno Grand Lisboa. Nie największe w mieście, ale najbardziej…najbardziej…No po prostu najbardziej 😉

Poszliśmy za to do bardzo pięknego parku, gdzie w cieple, ale i w cieniu drzew bambusowych rozwaliliśmy się w czarującym zakątku i zabraliśmy za uzupełnianie luk w lekturze. Obejrzeliśmy również muzeum miasta, niewielkie, lecz bardzo sympatyczne. Zawiera ciekawe połączenie motywów buddyjskich i chrześcijańskich, portugalskich i chińskich, a z tarasu można spojrzeć na panoramę miasta. Drugiego wieczora wyskoczyliśmy z Andre na "browczyk na ławeczce", czyli pojechaliśmy przez jeden z trzech mostów na należącą do Makao wyspę Taipa. Spokojne miejsce, gdzie można zjeść lokalne przysmaki i znów łyknąć trochę kolonialnego klimatu uliczek. Naprawdę przyjemnie było tak posiedzieć, pogadać i przez chwilę nic nie robić, nigdzie nie pędzić. Nawet kasynowe molochy wyglądały trochę lepiej.

wp_20161025_20_27_15_pro
Kasyna. Już jest ich za dużo, a budują nowe. Pierwsze z prawej to "Venetian". Podobno w środku pływają gondole.

Następnego dnia mieliśmy ruszyć spowrotem do Chin, jednak najpierw Andre zabrał nas do knajpki, gdzie podają regionalne jedzenie z Makao. Zderzenie smaków i aromotów – kuchni chińskiej i portugalskiej – pięknie podsumowało naszą wycieczkę. Krewetki w cieście, potrawka z dorsza, zupa warzywna, sałatka z pieczonymi sardynkami i kurczak w lekko pikantnym curry. Pyyyyycha. Skoczyliśmy też na przechadzkę do budynku miejscowego teatru oraz pięknej biblioteki miejskiej, gdzie niestety nie można było robić zdjęć.

wp_20161026_13_45_48_pro
Zabawne jak mieszczą takie duże ryby do tych małych puszek. Pewnie kurczą się przy marynowaniu.

Makao z pewnością warto odwiedzić. Tu jest innaczej niż wszędzie. To nie są Chiny, to nie jest kolonia, to nie jest Portugalia, to jest unikalna mieszanka tego wszystkiego z dodatkiem współczesności, która może czasem kole w oczy, ale też stanowi o magii miejsca. Szczypta tego, szczypta owego i mamy niezwykłe, skomplikowane i wyrafinowane jednocześnie danie w postaci Makao. 

wp_20161025_22_12_39_pro
Nie zawsze wychodzimy na miasto po zmroku, ale jak już wychodzimy to…świeci się 😉

Ania