Krótki tekst o pogoni za słońcem, czyli Czangsza-Kanton-Makao

Kot na katar – Deszcz od dołu – Niewypał – Znowu słońce!

wp_20161022_16_18_25_rich
Zaczynamy od zdjęcia kota. Zdjęcie kota jest piękne. Kot jest piękny. Życie jest piękne! Życie to taniec! Życie to śpiew!

Zgodnie z złaożeniami mój katar ostatecznie zwalczyły w Czangsza koty naszej gospodayni Nancy. Było ich aż 5, więc doleczanie przeszło w tryb ekspresowy. Czangsza niestety za bardzo nie obejrzeliśmy, a to z kilku przyczyn. Po pierwsze pogoda. Tajfuny znad morzac wpływają również na pogodę w głębi lądu, a że jeden właśnie na wybrzeżu przemknął, to aura była nieciekawa. Nie było nawet zimno, ale deszcz…i to nie ulewny, nieee…po prostu był wszędzie. Jest taka scena w filmie "Forrest Gump", kiedy główny bohater opisuje swoje przeżycia w Wietnamie, i mówi, że był deszcz z góry, z boku, a czasem nawet z dołu. Tak właśnie się czułam w Czangsza. Czy to już deszcz, czy tylko wilogoć się unosi w powetrzu? Gdzie jest granica!? Aaaaaa!

wp_20161022_12_06_51_rich
Kot leczy Anię. Ania lubi kota.

Po drugie musieliśmy truchę odpocząć – zwłaszcza ja, po mojej infekcji – i zrobić niewielkie zakupy, zatem pierwszy raz od dawna centrum handlowe ucieszyło moje oczy. Wieczorem mieliśmy nadzieję na obejrzenie fajerwerków. Jak reklamowała Nancy, te w Czangsza są podobno jednymi z najlepszych w Chinach. Wow, no to dawajcie, bo muszą być faktycznie super. Nic z tego! Poziom wilgotności powietrza niestety powstrzymał pokaz. Ostatecznie jedyne co w Czangsza zobaczyliśmy to brzeg rzeki, całkiem z resztą ładny. No i dbała o nas Nancy, więc było bardzo miło :).

wp_20161022_20_30_10_pro
Koooooochana Nancy :). A rzeka naprawdę szeroka.

Nasz kolejny przystanek – Kanton, ale tylko na jedną noc. Jazda pociągiem tym razem nie dłużyła nam się wcale, ponieważ dzięki naszemy kochanemu przyjacielowi Krzysiowi mieliśmy dostępne odcinki nowego serialu HBO "Westworld" :D! Nasz nałóg serialowy został więc zaspokojony. Przynajmnej narazie. Kantoństka gospodyni Lulu zgodziła się na taki wybryk z naszej strony, że zanocujemy u niej, następnego dnia ruszymy do Mako na dwa dni i wrócimy na kolejne trzy. Po ośmiu godzinach jazdy zawitaliśmy do Kantonu, gdzie czekało nas wygodne łóżko u Lulu i dramtyczna zmiana temperatury. Od ponad tygodnia zasuwaliśmy w długich spodniach, bluzach, butach trekingowych i często również kurtkach przeciwdeszczowych. Teraz dogoniliśmy słońce i wysoką temteraturę. W Kantonie obecnie jest ok 30 stopni i parno jak cholera.

wp_20161022_11_42_13_rich
Śniadanie u Nancy. Trzeba przyznać, że dziewczyna jest nieodrodną córką swojej mamy.

Do granicy z Makao jedzie się szybkim pociągiem (ok. godziny). Rachu-ciachu, dwie kontrole graniczne i po niedługim czasie byliśmy poza granicami Chin. Prawie miesiąc! Miesiąc w Kraju Środka, gdzie niespodziewanie musisz wylać herbatkę, gdzie są piękne pandy i gdzie korzystanie z internetu doprowadza człowieka do szaleństwa. Ponad 8000 km. Zrobiliśmy to, serio, przejchaliśmy przez Chiny – z jednego końca na drugi. Oczywiście świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że to taki bardziej symboliczny niż faktyczny przejazd "przez całe Chiny". Że ledwo liznęliśmy chińskiej kultury, że nie zobaczyliśmy nawet setnej części tego wielkiego i różnorodnego kraju… A jednak dumna jestem z siebie niesłychanie. Oczywiście również z mojego Szanownego Małżonka. Z nas, bo razem jesteśmy w tej niezwykłej podroży i razem pokonujemy przeszkody.

wp_20161026_16_08_10_pro
Gongbei Port, czyli główne przejście graniczne dla pieszych  między Chinami, a Makao. 

Makao przywitało nas otwartym połączeniem internetowym, słońcem i deszczem jednocześnie. Póżniej dawało już tylko słońce i lekką bryzę znad oceanu oraz lekkie bryzy z każdego domu i sklepu, bo klimatyzacja jest w Makao rzeczą jak najbardziej konieczną. Udało się w każdym razie – dogoniliśmy słońce! Dłuższy tekst o słonecznym Mako już w krótce!

wp_20161024_16_25_24_pro
Portas do Cerco. Ania siedzi w starej bramie graniczne i korzysta z darmowego wi-fi. Niebo błękitne.

Ania