Kanion z bajki, Japonka z Tokio, kierowcy z efektami specjalnymi, czyli perypetie różne

Z kraju kwitnącej wiśni – Baśniowe skały – Szatański plan chirurga – Anioł w krążowniku szos

Odpoczynek zdecydowanie nam się przydał, zaległości w końcu zostały nadrobione. Jednak nie można lenić się zbyt długo. Ruszyliśmy do Tosor, w którego pobliżu znajduje się Skazka Kanion, znany również jako Bajkowy Kanion. Kusząca nazwa. W knajpce, gdzie wypiliśmy poranną herbatę spotkaliśmy symaptyczną parę Słoweńców, jak się okazało później, fakt wart zanotowania. Z Karakoł ruszyliśmy dość późno, więc w planie była noc w Tosor i poranna wycieczka.

Spod Karakoł w stronę naszego celu zabrali nas trzej panowie, którzy, choć mało mówili i nie nawiązała się między nami żadna więź, to dzielnie porzucili do miejscowości Kuzyl-Suu. Tam – miła niespodzianka. Zagadała do nas po angielsku może 13-14 letnia Ajzad, która wraz z kolegami i koleżankami wracała właśnie ze szkoły. Zdecydowanie chciała poćwiczyć swój angielski i wyszło jej to bardzo zgrabnie. Wskazała nam przystanek marszrutek, wypytała o kraj pochodzenia i wogóle była bardzo miła i czarująca. Obfotografowano nas ze wszystkich stron, skorzystaliśmy z okazji i również pstrykneliśmy sobie fotkę z "przyszłością Kirgistanu".

wp_20160917_15_32_10_pro
Przedstawicielka młodego pokolenia, które będzie stanowić o przyszłości kraju. No i kirgiskie dzieciaki 😉

Następnymi dobroczyńcami tego dnia były dwie radosne panie w średnim wieku. Pierwszy raz wiozły nas kobiety bez męskiej asysty, a od wyjzadu był to nasz pierwszy kierowca płci pięknej. Trzeba przynać, że miała werwę, a samochód prowadziła dość spektakularnie. Panią Miriam pożegnaliśmy przy skręcie na Tosor, gdzie przejęła nas bardzo sympatyczna trójka studentów z Biszkek – turystyka, prawo i biznes – tak się określili. Poczęstowali kokosowymi muffinkami i zawieźli do miasteczka Tosor.

wp_20160917_17_08_53_pro
Wesoła gromada. Od lewej: Prawo, Marek, Turystyka, Ania i Biznes, znany również jako kierowca.

Idziemy sobie, rozglądając się za noclegiem, a tu zza węgła wynurza się drobna postać z bardzo pokaźnym aparatem fotograficznym. Musi być, że turystka – pomyślałam i zagdaliśmy. Okazało się, że była to Erika, Japonka, z zawodu fotograf. Miała już miejscówkę do spania, więc skierowaliśmy się we wskazanym przez nią kierunku, by zdobyć pokój dla siebie. Pierwszy raz ktoś nas bezbłędnie pokierował! Gościna okazała się tania i jak najbardziej właściwa. Towarzystwo międzynarodowe: oprócz naszej dwójki była wspomniana już Erika i dwóch miłych Izraelczyków: Eli i Devi. Stoimy sobie, gadamy, a tu nagle wchodzi spotkany w Karakoł Słoweniec! Szukał noclegu, ale ostatecznie zdecydował się na inną kwaterę.

wp_20160917_18_56_30_pro
Parę kroków od naszej gospody takie widoki się rozpościerały

Zjedliśmy z Eriką kolację składającą się z noodli, które nasza towarzyszka wsuwała z wdziękiem i uroczym siorbaniem. Okazało się, że jest w rocznej podróży po świecie. Przy jej planach, nasze wydały się jakieś takie niewielkie. Erika zamierza bowiem zrobić zdjęcia w Azji, Afryce i Ameryce Południowej. Odważna – trzymamy kciuki. Umówiliśmy się na poranną wycieczkę do kanionu. Fajnie, będzie towarzystwo. Erika też się ucieszyła, bo przyznała, że czasem w samotnej podróży doskwiera brak kogoś, z kim można sobie po prostu porozmawiać.

14408231_10205795238514877_672194379_o
Devi (nieszczęśliwy, bo wtarł papryczkę chili w oko), Eli (szczęśliwy, bo sobie nie wtarł nic w oko), Ania, Erika i Marek

Wyprawa udała się znakomicie. Do kanionu, choć to tylko kilka kilometrów, podrzuciło nas młode małżeństwo. Skazka jest rzeczywiście bardzo pięknym i malowniczym miejscem. Skalne konstrukcje przywodzą na myśl futurystyczne lub westernowe produkcje filmowe. Niektóre układają się na kształt stworów z bajek, czy rzeczywistych budowli (np. jedna przypomina Wielki Mur Chiński). Bawiliśmy się świetnie, włażąc to tu, to tam, robiąc mnóstwo zdjęć, gdy nagle…zza jednej ze skał wychodzą znajomi Słoweńcy! Łażą za nami, czy co? ;). Trzecie spotkanie nie mogło pozostać bez komentarza, więc zaczęło się tradycyjne : skąd, dokąd, jakie plany itd. Okazało się, że podróżnicy zawojowani, pół świata zjeździli. Petra dała nam nawet namiar na Australijczyków, u których kiedyś pracowała w ramach wolontariatu za wikt i opierunek. Może się przydać w niedalekiej przyszłości.

wp_20160918_09_54_32_pro
Słoniowate to to. Jakiś Benjamin albo Trąbalski. 

Wkrótce pożegnaliśmy i Słoweńców, i Erikę, która ruszyła do Biszkek. Jednak pożegnać się z Issyk-Klu bez jednej chociaż kąpieli nie mogłam (jakoś do tej pory nie było okazji). Ostrzegam szczerze – woda zimna jak pierun. Jeśli ktoś lubi Bałtyk, to ok, ale jeśli polskie morze wzbudza ciarki, to i tu nie ma czego szukać…no chyba, że wystarczy piaszczysta plaża i piękne góry dookoła. Kąpiel została tak czy siak odhaczona i ruszyliśmy z plecakami na drogę. 

wp_20160918_12_02_40_pro
Ania w swoim żywiole. W przenośni i dosłownie.

Na nasze machania i suszenie uzębienia zatrzymał się człowiek z wyglądu dobrze sytuowany: nowa toyota, koszula, spodnie w kant. Uśmiechał się i na pytanie o to czy może przypadkiem jest taksówkarzem, gwałtownie zaprzeczył. Zaznaczyliśmy, że my jeździmy tylko autostopem, pokiwał głową, zaprosił do wygodnego samochodu. Okazało się, że zabrał nas neurochirurg z Biszkeku, który wizytował właśnie rodzinę nad Issyk-Kul i wraca do domu po weekendzie. Mieliśmy udać się do Dżalalbad przez Naryn, bo google wskazło tą właśnie drogę jako najkrótszą. Jednak nasz kierowca zaznaczył, że w prawdzie może nas wysadzić przy skręcie na Naryn, ale radzi pojechać razem z nim do stolicy i stamtąd ruszyć do Dżalalabad. Droga przez Naryn jest bowiem bardzo kiepska i mało kto nią jeździ, więc umęczyliśmy się bez potrzeby. Na takie postawienie sprawy mogliśmy tylko podziękować za radę i pójść za nią. 

14375365_10205795240634930_479967733_o
Konglomerat polsko-japońsko-słoweński

Niestety okazało się, że neurochirurg nie był bezinteresowny. Jakieś 50 kilometrów przed miastem zatrzymał się na stacji benzynowej, gdzie zapewnił, że tak, on nas do miasta dowiezie, ale za 900 som. Zbaranieliśmy i to wcale nie z powodu baraniny, którą tak się tu namiętnie raczymy. Czas było jednak zachować się asertywnie, więc po chwili osłupienia odmówiliśmy. Marek w grzecznych słowach wyjaśnił, że nie tak się umawialiśmy, ale wiedzieliśmy już, że sprawa przegrana.
– Chytrzy jesteście – rzucił na odjezdnym. Nie podejmowaliśmy dyskusji, zabraliśmy plecaki i tyle. No bo co można odpowiedzieć na taką bezczelność i chamstwo? Z taksówkarzem byśmy dogadali lepszą cenę, nie mówiąc już, że marszrutka kosztowałaby nieporównywalnie mniej, gdyby przyszło nam do głowy nią jechać. Pan neurochirurg zostawił po sobie niesmak i lekkie poirytowanie, zwłaszcza, że była to nasza pierwsza tego typu skucha od momentu rozpoczęcia podróży. Niby nic złego się nam nie stało, ale to nic miłego być nazwanym chytrusem przez bucowatego neurochirurga z Biszkeku. Do miasta 50 km. Co to dla nas!?

Staliśmy na poboczu, rozstrząsając w duchu doznaną zniewagę. Ale nic to, kciuki w górę, zęby szczerzym. Pięć minut później zahamował przy nas potężny Landcruiser. Na wyjaśnienia, że "nam taxi nie nada" i "dziengów niet" zareagował szczerym śmiechem. Zapakowaliśmy się zatem do samochodu szalenie sympatycznego i uczynnego Rinata, który nie tylko zawiózł nas do stolicy. Po drodze pozwolił skorzystać z internetu w swojej komórce, co pozwoliło nam na zarezerwownie w miarę taniego noclegu. Sam bardzo przejmował się naszym losem, dzwonił po znajomych hostelach, a następnie nie ustępował w staranich, by zawieźć nas pod same drzwi. Stwierdził, że na ulicy nas samych nie zostawi, bo to nie uchodzi. Poczęstował też jabłkami. Wspaniały człowiek. W takich ludzi obfituje Kirgistan – szczerych, wesołych, uczciwych, gościnnych i uczynnych. Takich zapamiętamy.

wp_20160918_18_40_17_pro
Znowu Biszkek. Zdjęcie robione z miejsca, gdzie poprzednio padły nam baterie. Tym razem wiemy gdzie jesteśmy 🙂

Ania

2 myśli nt. „Kanion z bajki, Japonka z Tokio, kierowcy z efektami specjalnymi, czyli perypetie różne”

  1. Cześć kochani podróżnicy. Śledzę w napięciu Waszą trasę i zastanawiam się , skąd wiecie, co jest najciekawszego do zwiedzania  w okolicy, do której docieracie. Tylko internet, czy też jakieś wskazówki od tubylców.

    Ucałowania pa pa

Możliwość komentowania jest wyłączona.