Po nocy w namiocie, czyli wschód słońca nad Issyk-Kul

Plan namiot – Jak historyk z historykiem – Zostajemy! – Piękne okoliczności przyrody

Jeszcze w Tbilisi zakupiliśmy namiot, który został ochrzczony imieniem Jurtek (wiecie, od jurty, ha…haha…hahahaha). Ważna ta inwestycja miała teraz wydać swe pierwsze owoce w postaci nocowania nad jeziorem Issyk-Kul. Na couchsurfingu przyjęła naszą prośbę o nocleg śliczna Aisuluu, która wraz z rodziną mieszka w miejscowości Bałykczy. Miasto znajduje się nad samym brzegiem jeziora. Naszą gospodynię mieliśmy odwiedzić w niedziele, więc sobotnią noc postanowiliśmy spędzić w naszym pierwszym, osobiście zakupionym M-1 ;).

Wymarsz z Biszkeku rozpoczęliśmy dosyć późno, a do tego mieszkaliśmy daleko od drogi wyjazdowej, więc zrezygnowaliśmy z podróży autostopem i postawiliśmy na marszrutkę. Mieliśmy wszak do przejechania prawie 200 km., a nie chcieliśmy rozbijać Jurtka w nocy.

wp_20160910_17_16_21_pro
Stamtąd jechaliśmy…

Wyruszyliśmy zatem w stronę jeziora i gór. Ah te góry…zajmują 93 proc. Kirgistanu. Kiedy tylko wyjechaliśmy ze stolicy zaczęły nas otaczać ze wszystkich stron. Pomiędzy nimi nieliczne wypłaszczenia, doliny i przecinające je drogi. Krajobraz stawał się coraz bardziej malowniczy. Co jakiś czas migały za oknami jurty, przed którymi mieszkańcy prezentowali swoje wyroby – charakterystyczne czapeczki (kałpaki), wełnę i różnego rodzaju okrycia, miód, a bliżej jeziora ryby. Gdzieniegdzie posągi zwierząt żyjących na tym terenie – orła i śnieżnej pantery. Ta ostatnia występuje niezwykle rzadko i jest już niestety zagrożona wyginięciem.

wp_20160910_17_17_29_pro-1
…a tam zmierzaliśmy, ale to jeszcze nic.

Na postoju zagadał do nas młody, sympatyczny człowiek, który właśnie zakończył wolontariat w ramach dopiero co rozegranych Igrzysk Nomadycznych. Impreza niestety nas ominęła, czego bardzo żałowaliśmy. Okazało się, że nasz nowy znajomy studiuje historię na uniwersytecie w Biszkeku, a potem ma zamiar wyjechać do Niemiec w celu popełnienia magisterki. Pogadali sobie z Markiem o temacie pracy licencjackiej, wykopaliskach na terenie Kirgistanu i w końcu pojechaliśmy w przeciwnych kierunkach.

W Bałykczy wylądowaliśmy późnym popołudniem. Od razu po wyjściu z marszrutki kierowcy innych pojazdów, jadących w dalszą drogę zaczęli do nas poprzykiwać, że z radością zawiozą nas dalej. Rozmowy z kierowcami busików i taksówek są przekomiczne:
– Gdzie jedziecie? Podwieźć was?
– Dopiero przyjechaliśmy.
Za chwilę.
– Taxi, taxi? 
– Nie nada.
– Dlaczego nie nada? Gdzie jedziecie?
– Nigdzie.
– Jak to nigdzie? (wszak wiadomo, że jak ktoś ma plecak, to nieprzerwanie musi gdzieś jechać 😉 ).
– No nigdzie, tu zostajemy.
– Aaaa, to dzisiaj, a kiedy jedziecie? Jutro?
– Nie wiemy.
– Nie wiecie? Ale jak to? To może jutro?
– Nie, nie jutro, zostajem tu na zawsze – wyznajemy w końcu zmęczeni nagabywaniem i pozostawiamy osłupiałego kierowcę przy krawężniku. Weszliśmy do pierwszego lepszego baru, kupiliśmy wodę i poprosiliśmy o coś do jedzenia. Panie za ladą usadziły nas przy stole i zaserwowały po pierogu nadziewnym baraniną, kapustą i cebulą. Akurat to dzisiaj zrobiły i to podawały. Zjedliśmy ze smakiem, a potem ruszyliśmy nad jezioro, żeby rozbić namiot. 

wp_20160910_18_16_05_pro
Szczęśliwa Ania wraz z obiadem. Jak się później dowiedzeliśmy, potrawa ta nazywa się haszan. 

Kiedy docieramy nad brzeg w mojej głowie pojawia się myśl, że może wcale nie okłamaliśmy natrętnego kierowcy. Jezioro Issyk Kul, otoczone górami jest tak piękne, że chce się tylko stać i bez końca na nie patrzeć. Stoimy na pastwisku, wokół pasterze zaganiają trzodę na noc do zagród, słońce powoli zniża się nad górami, maluje swoim blaskiem chmury i ośnieżone szczyty. Dwóch chłopaków ściga się na koniach, galopują tuż obok nas, podjeżdżają do stada owiec, przeganiają je przez pastwisko. Nasz wzrok podąża za nimi i znów natrafia na szczyty górskie, odwracamy się – jezioro. Olbrzymie, końca nie widać, jak morze. Chciało by się tak stać i podziwiać bez końca.

wp_20160910_19_08_41_pro-1
Niestety aparat zbyt kiepski, by oddać całą tę cudowność.

Chłód i coraz większe chmary owadów przywołują nas do porządku. Rozstawiamy zatem naszego Jurtka. Noc w namiocie nie należy oczywiście do najwygodniejszych, ale ma też swoje zalety: cena jest przystępna, a widoki… No, nie da się tego opisać. Rano budzi nas głos muezzina z pobliskiego meczetu. Wstajemy! Obiecaliśmy sobie bowiem, że zobaczymy wschód słońca nad jeziorem. Kurtki na grzbiet, wychodzimy z namiotu i intensywnie wpatrujemy się w poświatę na linii horyzontu. Coraz więcej odgłosów zewsząd – stada zwierząt wracają na pastwisko, a my czekamy. Ręce zmarznięte, plecy trochę dokuczają po nocy na twardej ziemi, której karimata oczywiście zmiękczyć nie potrafi, ale co tam. Czekamy. W końcu chmury barwią się na różowo, złocisty blask słoneczny rozszerza się zza jeziora niczym wachlarz, ciesząc nasze oczy. Po kilku minutach już całe słońce przegląda się w olbrzymiej tafli wody. 

wp_20160911_06_38_55_rich
Ciepło robi się na samo wspomnienie tej chwili 🙂

Ania

 

 

3 myśli nt. „Po nocy w namiocie, czyli wschód słońca nad Issyk-Kul”

Możliwość komentowania jest wyłączona.