Chacha i potrawka z bakłażana, czyli jak goszczą Gruzini z Telavi

Piłkarski korowód – Powiew z Syberii – Młodzi mówią na to oldschool – Główka pulsuje w rytmie cha-cha

Doświadczenia z Gruzji potwierdzają moje dotychczasowe obserwacje życiowe – choćbym cały świat miała u stóp, nie mogę być prawdziwie szczęśliwa i spełniona, jeśli nie ma wokół mnie wspaniałych ludzi. Rustawi i Telawi, choć może nie tak bardzo znane jak inne miejsca w Gruzji, dały mi najsilniej odczuć jak bardzo poznanie i spotkanie wesołych, gościnnych i dobrych istot ludzkich jest kluczem do szczęścia i radości. 

Rustawi pożegnało się pięknie. Kilka kroków za miastem oczarował nas widok szerokiej równiny i wnoszących się za nią wzgórz. Stajemy, łapiemy. Nic. Pomyśleliśmy, że może miejsce nienajlepsze. Plecaki na bary, uszliśmy może pięć kroków i od razu ktoś się zatrzymał. Gruziński Denis Bergkamp (do niego się porównał, bo nie boi się latać), przewiózł nas parędziesiąt kilometrów. W drodze tradycyjny dialog przyjaźni czyli wymienianie coraz to innych nazwisk piłkarzy polskich i gruzińskich. Obok nieśmiertelnego już Lewandowskiego pojawiają się tym razem Boniek i Gadocha, a do Szoty Arweładze i Khabera Kaładze, dołącza Aleksander Cziwadze, kapitan reprezentacji ZSRR na mistrzostwach świata w Hiszpanii (1982 – zapunktowałem zwłaszcza tym wąsaczem – M.). Gaworzyło się miło, ale nadszedł czas wysiadki. 

WP_20160901_13_23_32_Pro
Widoki piękne, ale co dostaliśmy piachem po oczach, to dostaliśmy

Do Telawi nieco ponad 70 kilometrów. Zapatrzeni w widoki, ani się spostrzegliśmy, gdy zatrzymało się dwóch szalenie sympatycznych Rosjan z Jakucji. Podrzucili nas tylko do skrętu na Telawi. Może to i dobrze, bo ich samochód wydawał takie dźwięki, jakby zaraz miał zamiar pójść w ślady Gagarina. Panowie zamierzali nim dojechać do Azerbejdżanu (w sensie, że samochodem, a nie Gagarinem 😉 ). Trzymam za nich kciuki! 

WP_20160901_14_22_43_Pro
Ania sprawdza czy dobrze się ogoliła

Stałam zatem obok tablicy Telawi 68 w dość filozoficznym nastroju. Jakiż to zabytek motoryzacji teraz nas porwie? No i pojawił się…aż nam szczęki opadły. Panie i panowie, jechaliśmy idealnie zadbaną, wyklepaną i białą niczym śniegi na szczytach Kaukazu, Wołgą rocznik 60-ty.  Dokładnie był to GAZ M21 Wołga – szkoda tylko, że nie czarna ;). Nasz kierowca znał język Szekspira, więc komunikacja przebiegała dość sprawnie. Samochód dopiero co zakupił, ale widać było, że już go miłość do autka rozpiera. Kawałek świata też chłopak obejrzał. Ormianin, obywatel Portugalii, pracował bywał w Stanach Zjednoczonych. Niestety do Telawi nie jechał, więc znów podróż podzieliła się nam na więcej odcinków. 

WP_20160901_14_26_51_Pro
K-K-K-Klasunia 🙂

Ostatni odbyliśmy w BM-ce, która choć nowiutka, pachnąca i szybka, nie była w stanie dorównać swojej poprzedniczce w, co tu dużo mówić, zajebistości. Jednak i tym razem trafiliśmy na kierowców anglojęzycznych, którzy przewieźli nas do celu przez niesamowite serpentyny podjazdu na przełęcz Gombori (1620 m.n.p.m.). Okazało się z resztą, że znają naszych gospodarzy w Telawi, więc w centrum miasta po prostu do nich zadzwonili, a nastepnie przekazali nas z samochodu do samochodu. Zupełnie jakby niegodnym gospodarzy było dozwolić, by goście zbrukali sobie nogi w poszukiwaniu hostelu.

Tu zaczeła się nasza gościna u Rusiko i Levana. Jeśli kiedykolwiek wpadnie Wam do głowy odwiedzać Telawi, co z resztą polecam, to jest jedno miejsce, w którym musicie się zatrzymać – Dima's Guest House. To wszystko, co słyszałam o gruzińskiej gościnności właśnie tam uderzyło ze zdwojoną siłą. Rusiko, gdybyśmy tylko jej na to pozwolili, zakarmiłaby nas na śmierć ;). Ciężko było z resztą uniknąć jedzenia, bo Rusiko gotuje jak anioł. Gospodarze robią też wspaniałe domowe wino. Pierwszy wieczór u nich spędziliśmy objadając się do nieprzywoitości wspaniałamy owocami (winogrona z ogródka), potrawką z bakłażana i przepijając winem oraz chachą (gruzińska wódka na winogronach). Szczęśliwie u naszych wspaniałych gospodarzy zatrzymała się również para białorusko-rosyjska – Natasza i Fiodor.

WP_20160901_18_52_40_Pro
Natasza, Rusiko, Ania, Fiodor i Levan – wesoła kompanija.

Po odpowiedniej ilości chachy panowie mogli więc z radością wznosić kolejne toasty za rodzinę, przyjaciół i w ogóle dozgonną przyjaźń między naszymi narodami – z zaznaczeniem, że won z polityką, i ze wszystkimy politykami razem wziętymi! "My wszyscy bracia. Za prostych ludzi!" – podsumował Levan z radosnym uśmiechem :). Poranek już nie był tak radosny, chacha zebrał swoje żniwo, na szczęście pita jednak była z umiarem i panowie po prostu trochę dłużej pospali. Rozsądne panie raczyły się winem, więc wstały świeżutkie jak skowronki. Kochana Rusiko następnego dnia nauczyła mnie jak przygotować potrawkę z bakłażana. Ale na kuchenne sprawki poświęcę osobny wpis.

WP_20160902_16_35_48_Pro
Jest uliczka w Telawi… Niestety nie da się w tym kraju zrobić zdjęcia miasta bez przynajmniej dwóch samochodów.

Co do Telawi – jest to miasteczko bardzo ładnie położone i niezwykle czarujące. Są tu przepiękne uliczki do spacerów, a zboczenie z trasy turystycznej nie łączy się na szczęście z koniecznością obserwowania ruder. Miasto posiada niewielki, ale ładny park z bardzo ciekawie umieszczonymi tarasami widokowymi. Są też ruiny królewskiej fortecy i imponujący pomnik Herakliusza II, króla Kartli i Kachetii. Co prawda został królem z nadania perskiego szacha Nadera, ale sam pchnął kraj w ramiona Rosji, co skończyło się najazdem perskim, a niedługo po śmierci Herakliusza, aneksją jego ziem do Rosji.

WP_20160902_15_56_46_Pro
Herakliusz II, ostatni z wielkich królów gruzińskich.

Niestety wszystkie podpisy nadal tylko po gruzińsku (czasem cyrylicą), więc pewności, co do monumentów nie mamy. Jedynie stojący w parku pomnik kobiety z książeczką w ręku gospodarze przedstawili nam jako "Ukrainka-Poetka", ale bliższe szczegóły nie są nam znane.

WP_20160902_15_45_13_Pro
Obstawialiśmy, że nauczycielka, ale okazało się, że artystka

Podsumowując – Telawi serdecznie polecamy. Warto się tu wybrać na leniwe wakacje lub odpocząć po górskiej wędrówce, a na pewno warto usiąść przy stole z takimi Rusikami i Levanami, dzieląc się chlebem i winem 🙂

Ania
 

2 myśli nt. „Chacha i potrawka z bakłażana, czyli jak goszczą Gruzini z Telavi”

    1. Jeżeli inne ukraińskie poetki okresu ukraińskiego odrodzenia narodowego nie umierały w Gruzji, to chyba mamy zwycięzcę 😉

       

Możliwość komentowania jest wyłączona.