Była fabryka, nie ma fabryki, czyli międzynarodówka w Rustawi

Na pohybel pieszym – Stare-nowe miasto – Tygiel narodów – Co dwa kilo główek to nie jedna

Podróż pociągiem zajęła ponad cztery godziny, ale nikt nas nie gonił, a z naszą gospodynią z couchsurfingu umówiliśmy się dopiero na wieczór, więc napawaliśmy się wolną jazdą i widokami. W Tbilisi mieliśmy parę godzin do wytracenia i najwięcej wytraciliśmy, przechodząc przez jezdnię. Tam do kata! Niech zostanę domokrążcą, jeśli kiedyś byłem w mieście tak nieprzyjaznym piechurom. Owszem, w ścisłym centrum wygląda to dobrze, ale poza nim… Idzie sobie człowiek chodnikiem i idzie, aż tu nagle bez ostrzeżenia – bang! Koniec! Nie ma. Nie pójdziesz dalej panie pieszy. Nie dla psa kiełbasa! Pasów ani kładki też nie dostaniesz. Cofaj się tysiąc mil na szkitach, skoro tak lubisz chodzić!

Do Tbilisi jeszcze jednak wrócimy, a teraz pomknijmy marszrutką (tj busikiem) do Rustawi, bo to, choć  niezbyt piękne, ale całkiem ciekawe miasto. Ludzie mieszkali w tym miejscu od bardzo dawna ( IV w.n.e.), ale stara osada nie przetrwała niestety najazdu Tamerlana. Nowe miasteczko zostało wybudowane dopiero po II Wojnie Światowej, jako zaplecze dla zakładów metalurgicznych, azotowych i chemicznych. Jakiś czas później dobudowano jeszcze nowszą część, która jest po prostu wielkim blokowiskiem.

WP_20160830_16_33_15_Pro
Widoki aż nazbyt znajome

Obecnie Rustawi dzieli się na stare i nowe, a suma sumarum jest czwartym co do wielkości miastem w Gruzji. Niegdyś ważne centrum przemysłowe, a obecnie sypialnia dla Tbilisi. Jest dosyć rozległe i być może dlatego nie powiedziałbym, że mieszka tam ponad sto tysięcy mieszkańców. Niby przechodzi renowację, ale chodzi po prostu o to, że nowa ekipa rządząca rozkopała główną ulicę i od prawie roku nic z tym dalej nie robi. Szkoda, bo gdyby starą część odnowić, to robiłaby naprawdę korzystne wrażenie. Nic dziwnego, że miastem partnerskim Rustawi jest Łódź ;).

WP_20160830_15_31_55_Pro
Główna siedziba zakładów metalurgicznych świeci pustkami i duchami przeszłości.

Nie krajobraz miejski zwabił nas jednak w to miejsce, ale urocza Francuzka spod Paryża. Wdzięczne dziewczę o imieniu Laurie zgodziło się bowiem, zapewnić nam nocleg i dobre towarzystwo. Jest studentką i wolontariuszką w organizacji młodzieżowej, ale obecnie ma wakacje, po których wraca do Francji. Razem z nią mieszkały jeszcze: Słowaczka Tanya i Estonka Triin. Setne dziewuchy. Nasza gospodyni oprowadziła nas po mieście, pokazała co ciekawsze miejsca, obgadała z nami wiele ważnych i mniej ważnych spraw, no i zaprowadziła nas na bazar. Wielkiego doświadczenia z bazarami nie mamy, ale wydaje mi się, że nie na każdym zamiast 2 pomidorów chcą człowiekowi wcisnąć dwa kilo i śmieją mu się w twarz jak kupuje tylko jedną główkę czosnku. Z drugiej strony za tę główkę w ogóle nie musieliśmy płacić, bo to przecież nic. Egzotyczni ekscentrycy z nas, ani chybił. 

WP_20160830_15_27_47_Pro
Laurie, Anna i fontanna

Towarzysko poradziliśmy sobie całkiem nieźle. Ania przygotowała placki ziemniaczane z duszonymi warzywami, Laurie podzieliła się z nami swoim ulubionym białym winem. Triin z uporem maniaka próbowała nas karmić kaszą manną jak od mamusi, ale chyba nie wychodziła jej najlepiej i sama musiała zagryzać estońskim chlebem. Tanya zabrała nas na piwo do pubu Brooklyn, gdzie w polsko-słowackiej koalicji próbowaliśmy wytłumaczyć Laurie jak się robi oscypek. Sama zresztą spróbuje, bo w Gruzji poznała chłopaka spod Opola i w październiku jedzie do Polski.

WP_20160830_15_02_16_Pro
Były i trochę milsze dla oka miejsca w tym całym Rustawi

Dosyć beztrosko minęło nam kilka dni. Zobaczyliśmy swoje, odespaliśmy swoje, wypraliśmy co trzeba i nadszedł czas, gdy musieliśmy zostawić brzydkie jak noc, ale jak noc kojące nas Rustawi. Pożegnaliśmy więc nasze koleżanki i ruszyliśmy w drogę. Plecaki ciężkie, ale nogi i głowy bardzo lekkie.

Marek

Jedna myśl nt. „Była fabryka, nie ma fabryki, czyli międzynarodówka w Rustawi”

  1. Miałam małą przerwę w czytaniu Waszych relacji z podróży, bo też wyjeżdżalimy (tylko na Mazury) na parę dni. Zaległości już nadrobiłam i widzę, że wszystko jest o.k. Jesteście wypoczęci nakarmieni i zadowoleni. Czekam na kolejne opowieści o tym, co zwiedzacie. Pa pa

     

Możliwość komentowania jest wyłączona.